Dzieci Hossy

Stowarzyszenie Invetshink powstało bo denerwowało nas podejście do inwestowania. Chcieliśmy odrzeć branżę z mitów, magicznych zaklęć i powtarzanych w nieskończoność bon motów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Przykłady? „Złoto nigdy nie traci”, „wystarczy znaleźć następną Teslę”, „ na IPO się nie traci”  i wiele innych. Nasz cel to zwycięstwo zdrowego rozsądku w inwestowaniu

Zaczynaliśmy już prawie 7 lat temu i od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło. Nie mam złudzeń, że to dzięki nam ale na pewno dołożyliśmy swoją „cegiełkę” do mądrego inwestowania. Globalny trend inwestowania pt. „kup i trzymaj”, „timing nie działa”, „dywersyfikuj” itd. ma się w Polsce coraz lepiej. Ku mojemu zaskoczeniu mamy dziś nawet bardzo popularnych finfluencerów, youtuberów, którzy głoszą dokładnie takie hasła. Robią to w atrakcyjny sposób, przyciągają setki tysięcy widzów – zazdro!

Dość powiedzieć, że na początku 2019 roku Polacy mieli zainwestowane około 10 mld PLN na kontach IKE i IKZE. Traktuje je jako wzór długoterminowego odkładania na przyszłość. Obecnie to około 35 mld PLN.

Czyli wszystko super… rynki rosną w długim terminie, regularnie inwestujemy, dywersyfikacja w portfelu wjechała na pełnej…, żyć nie umierać, tak?

Nie do końca…

Wiem, że zabrzmi to jak marudzenie dziadersa ale powiem wprost – niepokoi mnie, że w pewnych aspektach my orędownicy wspomnianej filozofii inwestowania, chyba przegięliśmy.

Coraz częściej spotykam się z wypowiedziami, że „jak spadnie to może nawet dobrze, dokupię przed kolejnym wybiciem”. Dwudziestolatkowie odkładają idealnie 9% roczną stopę zwrotu w przyszłość i planują żyć z kapitału na wypasionej emeryturze już po czterdziestce. Ruch FIRE nie mający nic wspólnego z pożarnictwem ma się świetnie (więcej to tym również u nas tutaj).

Oczywiście wolę taki stan rzeczy niż (i tak pozostających w większości) naciągaczy na kursy dzięki którym zarobicie 10% dziennie, trade-ując 7 min dziennie z plaży w ciepłym kraju (właśnie tak – nie „handlując:, bo masz być traderem a nie handlowcem). Te kursy prowadzą często zarządzający wielkimi funduszami o angielskich nazwach, których nigdy nie było (warto wygooglować bio tych magików od inwestycyji). Albo „guru” surowców, opowiadający Wam, że najlepszy garnitur kiedyś kosztował uncję złota i teraz kosztuje uncję złota, więc złoto jest najlepszym aktywem inwestycyjnym na świecie…. koniec złośliwości.

Żeby było jasne – uważam, że najskuteczniejszą metodą inwestycyjną (a wręcz – jedyną skuteczną) jest kupowanie maksymalnie zdywersyfikowanego portfela aktywów publicznych, regularne dopłaty, rebalansowanie przy dużej zmienności i tyle. Kropka.

Ale… (i tak, tym razem to, co przed „ale” jest najistotniejsze) – rynek nas zaskoczy. Jedyne czego się spodziewam to „niespodziewanego”. Ostatnia silna przecena na rynkach z kwietnia 2025 roku pokazała ciekawe zachowanie inwestorów indywidualnych. To tzw. „ulica” kupowała dołki, kiedy duże fundusze wciąż sprzedawały. W historii najczęściej było odwrotnie. To młodzi inwestorzy z rachunkami otwartymi w covidzie mieli rację a nie tuzy Wall Street. I super! Powiedzenie BTFD –  czyli „Buy the …. Dip” ma się świetnie i rządzi na forach inwestycyjnych. Tylko to nie jest takie proste.

Wierzę w jedną zasadę – za wszystko trzeba zapłacić odpowiednią cenę. Trzymając się założonego planu będziemy mieli wypasioną emeryturę, ale to będzie nas kosztowało dużo więcej niż 2 miesiące nerwów (jak w marcu 2020 roku) i „dzida” w górę. Żeby zarobić, trzeba być cierpliwym. I ta cierpliwość jest młodym inwestorom najbardziej potrzebna.

Dziś łatwo mówić na YouTube, że jak rynek spadnie o 20% to dokupię akcji, a jak spadnie o kolejne 10%, to znów dokupię. Trzeba pamiętać, że znów może się zdarzyć powtórka z kryzysu lat 2008-2009, kiedy ja sam się zastanawiałem jaki zawód będę teraz wykonywał skoro to koniec giełdy, banków, a nawet systemu finansowego jaki znamy. Ostatnie lata to szybkie odbicia, kryzysy spowodowane obiektywnymi i zrozumiałymi dla wszystkich przyczynami (pandemia, inflacja, cła). Ale horror w postaci upadku Lehman Brothers, kryzys strefy euro jest równie prawdopodobny – a to trwało latami, poddawało pod wątpliwość wszystkie zasady i rysowało tragiczny obraz przyszłości.

Ten wpis jest po to żeby postraszyć – głównie samego siebie. Żeby pamiętać i nie spanikować, trzymać się planu nawet gdy będzie bardzo źle. Ostatnie szybkie bessy i korekty, które kończyły się szybkim odbiciem rozpieściły nas wszystkich. Po trochu wszyscy jesteśmy dziećmi hossy (nawet Ci z nas, którzy pracowali z Klientami przed 2008 rokiem) – dodatkowo rozpieszczonymi dziećmi. 😉

Paweł Chylewski

Informacja o Cookies

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zaakceptuj, by korzystać z serwisu.